Świąteczna gorączka

Jeszcze raz ktoś mi powie, że zakupy świąteczne są magiczne i cudowne, ma w ryj z półobrotu.
A poprawię z kopyta jak znowu usłyszę jakiegoś męzczyznę biadolącego „Jak to trudno coś kupić kobiecie”.

Halo! Panowie! Nam wystarczy pachnące albo błyszczące i sprawa załatwiona! A jeszcze jak jest pachnące i błyszczące NARAZ w tym samym czasie to już w ogóle jesteśmy zachwycone!

Nie ma nic gorszego niż kupować prezent dla mężczyzny. Mając wczoraj wolną chwilę w pracy przejrzałam przypadkowo galerię któregoś z portali podpowiadającą 10 najlepszych i zawsze trafionych prezentów. Na miejscu pierwszym prezentowała się dumnie wiertarko-wkrętarka.
Ok. Jako, że nie sprecyzowali odbiorcy, już widziałam minę mojej mamy kiedy odpakowuje takie urządzenie. Z dodatkową paczką tych śrubek żeby miała co wwiercać i wkręcać.
Ma się rozumieć, że Dziubas już taka posiada, więc odpada. Tak samo jak i sugerowany w następnym slajdzie zestaw narzędzi wkomponowany w pudełko o kolorze oczojebnego fioletu. Ja osobiście nie znam mężczyzn, którzy w swoim domu nie posiadają miliona takich zestawów z mniejszymi i większymi śrubokręcikami no ale rozumiem, że chodzi o ten fiolet, tak? Że niby „Kochanie, wiem że masz, ale w tym sezonie króluje taki kolor, więc proszę, oto kolejny młotek, tym razem fioletowy. Nieważne, że nie mamy gdzie tego trzymać. Dobudujemy osobny pokój na różnokolorowe narzędzia.” Jako iż następne w kolejności były nartosanki ( już widzę jak Dziubas zjeżdża na nich z górki pod blokiem, wykonując slalom między dziećmi na sankach, z kolanami na wysokości uszu…) porzuciłam galerię obrazkową i wybrałam się do handlowej.

Już po pół godzinie przypomniała mi sie informacja, którą przeczytałam jeszcze będąc w pracy, że kobieta odczuwa na zakupach znużenie po dwóch godzinach za to mężczyzna już po 26 minutach i że jeden pan na trzech porzuca swoją kobietę i wraca do domu sam zostawiając ją w sklepie. Do tego przypomniało mi się, jak to ostatnio jakiś Chińczyk, doprowadzony do ostateczności przez swoją wybranke kupującą kolejną parę butów, rozpędził się, przeskoczył barierkę i zabił się na miejscu.

Przestałam się dziwić.

W galerii spędziłam 3 ( słownie TRZY ) godziny – jeszcze nigdy w moim życiu spędziłam tyle czasu w takim miejscu! Wróciłam poobijana, z zakwasami i odwodniona. Prezent dla Dziubasa kupiłam, więc generalnie wyprawa zakończyła się sukcesem ale bez przygód też się nie obyło. Z jednego sklepu na przykład uciekłam kiedy doszły mnie strzępki rozmów dwóch ekspedientek o treści „Mam nóż…” i „Nie kontroluję się”. Lepiej było wyjść, tak na wszelki wypadek. Za to w kolejnym jakaś pani po pięćdziesiątce starała się przekonać swojego mężczyznę telefonicznie, że ona go tu przywiezie autem żeby tylko przymierzył a jak sie nie zgodzi to ona kupuje ten sweter JUŻ i nie będzie się go pytać!

Jestem chora psychicznie i nie potrafię komuś kupować czegoś normalnie i po ludzku, z wrodzonym wdziękiem podchodząc do kasy i podejmując szybką decyzję. O nie, to byłoby za proste. Panie obsługujące sklep odzieżowy musiały mieć ładną wizję przekrojową mnie, wchodzącą o 15.00 i kupującą jeden element garderoby, jeszcze swieżą i pachnącą, uśmiechniętą, i mnie wchodzącą do tego samego sklepu bo obejściu całej galerii, około godziny 17.00, kupując drugi element z tej samej serii, rozczochraną, spoconą z rozmazanym makijażem i obłędnym wzrokiem. No naprawdę, klasa sama w sobie.

Zadowolona przytachałam Dziubasowy prezent do domu powtarzając sobie, że nigdy więcej nie wracam do żadnej galerii.

„No chyba, że w piątek” – przypomniał Dziubas. „Bo wtedy idziemy razem po Twój prezent”.

HELP!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s