Eksperymenty kulinarne

Mając w perspektywie dwie Wigilie zachciało się nam jeszcze robić jedzenie. Z mojej strony powstał projekt śledzi, ze strony Dziubasa gotowanie szynki.
Otóż mój Dziubasek znalazł gdzieś w internecie w niedzielny wieczór instruktaż „gotowanie szynki krok po kroku” i zapragnął mieć taką własną pachnącą cieplutką wędlinkę wieprzową zwaną podobno potocznie „kulką” ( przysięgam, że nie wiem gdzie tak ją potocznie nazywają ale już widzę siebie stojącą w sklepie i mówiącą „Dzień dobry, poproszę kulkę!”- następna klatka jaką mam przed oczami to negocjator próbujący odwieść mnie od samobójstwa poprzez zastrzelenie się i skierowanie do psychiatry z receptami na antydepresanty). Skrupulatnie, jak zwykle zresztą, spisał wszystkie potrzebne rzeczy, przeanalizował dostępność produktów w szafkach i lodówce i stwierdził, że w sumie brakuje tylko jałowca i tej szynki. Wieprzowej. SUROWEJ. Nieśmiało sugeruję Dziubasowi, że szynka owszem, do gotowania jak najbardziej ale surowa-wędzona, bo jak wrzuci sobie takie zwykłe mięso do wody to wyjdzie mu zupa mięsna. Dziubas kategorycznie się sprzeciwia, bo twierdzi, że „Wszyscy tak robią, że gotują surowe i że jakie w ogóle wędzone? Wędzone to już gotowe i tylko pokroić.”

Myślę sobie, że do poniedziałku wieczór to jeszcze dużo czasu, a Dziubas jak zwykle zrobi konkretny i głęboki research w tym temacie, więc nie tylko ja odwiodę go od takiego planu. Zrozumie i przyzna mi rację a ja będę siedzieć obok, z nosem tak zadartym, że aż omiatającym sufit, głaskając go po piórach i powtarzając „No widzisz, Dziubasku, a nie mówiłam…”.

Dziubas po pracy szybko wrzuca mnie do auta i oznajmia, że on już postanowił, że to musi być surowa szynka bo tylko takie widział na jutubie.
Mnie opada kopara po same kostki.
W międzyczasie zaczynam się zastanawiać kto w ogóle ogląda takie rzeczy w tym serwisie – że niby wstaję rano, robię kawę i włączam sobie filmik pod tytułem „Surowa szynka”? Co następne? „Patroszenie kaczki” do obiadu? „Rozbieranie świńskiej tuszy” do romantycznej kolacji przy świecach?!

W sklepie na stoisku mięsnym pan sprzedawca, słysząc propozycję Dziubasa dotyczącą gotowanego mięcha, niepewnie szczerzy zęby, patrzy na mnie i na niego, i tak jeszcze kilka razy, rozglądając się dookoła czy to nie ukryta kamera. Z rozbieganym wzrokiem proponuje Dziubasowi szynkę do pieczenia, bo „czegoś takiego jak on chce to nie mają.”
Pieczoną podchodzi nam zważyć poza kolejką miła starsza pani. Dziubas nie daje za wygraną i tęsknie patrząc w surowe kawałki mięsa za gablotą podjudza, że „To chyba nie tak…” Zwracam się do pani, że „Przepraszam ją bardzo, ale ja za chwilę BĘDĘ MUSIAŁA SIĘ LECZYĆ jeśli nie wytłumaczy temu osobnikowi stojącemu obok, że to NIE TAKĄ szynkę się gotuje.” Pani najpierw patrzy na mnie jak na wariatkę (dzień jak codzień) a potem wybucha śmiechem i tłumaczy, że faktycznie, wędzone na stoisku obok.
Dziubas zniesmaczony postanawia wziąć już tą do pieczenia, która waży zaledwie 2,5 kilo. Już widzę jak jemy to przez następny miesiąc.
Odchodząc od stoiska Dziubas pyta mnie czy musiałam zrobić scenę.
„Aaarghghghghgh!” – przelatuje mi przez myśl, ale rozluźniam szalik i biorę głęboki wdech.
Idziemy dalej w stronę przypraw, kiedy Dziubas zatrzymuje się i mówi, że on jednak pójdzie oddać tą do pieczenia, bo „to nie jest to, co miał w planach.”
Chyba mi słabo, więc odpowiadam, że „Ja tam nie wracam!” i idę wąchać płyny do kapieli. Kończę wdychać trzecią półkę i chyba już odczuwam pierwsze objawy upośledzenia węchu a Dziubasa dalej nie ma. Zaczynam teraz dolny rząd z balsamami. Już wyobrażam sobie jak przez głośniki informują, że „Proszą panią wąchającą chemię o odejście ze stoiska”. Po piętnastu minutach Dziubas nareszcie się odnajduje. Podejrzanie zadowolony.

-Wziąłem jednak tą surową – oznajmia radośnie klepiąc kawałek mięsa w foliowym woreczku. – Na moją odpowiedzialność.

*
Kochani czytający, komentujący i zaglądający w to miejsce – życzę Wam Radosnych Świąt spędzonych w rodzinnej atmosferze! Oby nikt nie pytał Was „Jak tam życie miłosne?”, nie opowiadał przy wigilijnym stole o polityce i nie patrzył krzywo kiedy wyrzucicie sztućce na bok i będziecie jeść karpia palcami. Inaczej się nie da tego wykonać! 😉

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Eksperymenty kulinarne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s