Po majówce!

Wróciłam z majówki i od nowa wpadłam w otchłań szaleństwa. Pomimo to zamieszczam szybki skrót wydarzeń z naszego urlopu.

Dzień 0 – Wyjeżdżamy pod wieczór i kawałek za miastem spotykamy się z resztą ludzi, którzy jadą 9-osobowym busem. Po krążeniu przez ostatnie 3,5 godziny po mieście i zbieraniu wszystkich po drodze są zadowoleni, że wreszcie ruszają. My z Dziubasem odjeżdżamy jako pierwsi i przecieramy szlak. Przy okazji nagle na drogę znikąd wyskakuje lis i cieszę się, że zapięłam pasy, bo zęby zostawiłabym na desce rozdzielczej. Po przejechaniu 30 kilometrów dostajemy telefon, że bus się zepsuł. Odbieramy to jako żart, ale każą nam jechać dalej a sami czekają na lawetę i docierają na miejsce o 4 nad ranem. Starając się widzieć plusy całej tej zaistniałej sytuacji ( no bo dla nas w sumie minusów nie ma, umówmy się…) docieramy na miejsce jako pierwsi i wybieramy sobie wypasiony pokoik z własną łazienką. Domek wynajmuje pan szybko nazwany przeze mnie Krecikiem, który jest bardzo miły a na najmniejszym palcu prawej dłoni ma paznokieć zapuszczony na pół metra. O matko, ja nie wiem skąd taki trend i co to za moda! Patrząc na otoczenie na kokainę raczej go nie stać a Dziubas mówi, że to do dłubania w uchu. Od tej pory robi mi się niedobrze patrząc na Krecika a jego paznokieć przykuwa moją uwagę po stokroć bardziej niż na początku. Na koniec wieczoru biorę prysznic i odkrywam, że jestem cała pomarańczowa. Zastanawiam się czy to efekt nadmiernego spożywania soku z marchewki. Szybko okazuje się, że taki kolor rzucają płytki na ścianach w kolorze chorej żółci pokryte efektownymi rysunkami ćmy. Prysznic nawiasem mówiąc posiada dziwne fazy, bo najpierw nie leci z niego nic i usypia moją czujność a potem woda puszcza się z taką siłą, że wgniata mnie w ścianę. Chyba się boję.

Dzień 1 – Spacer szlakiem widokowym kończy się stumetrową drabiną zawieszoną nad przepaścią, na którą kategorycznie odmawiam wejścia. Wracamy więc tą samą drogą a Dziubas zamyślony zastanawia się głośno „Jak ja będę myć okna w domu”. Staram się bardzo nie prychać. Podkreślam – staram się. Później w ramach krótkiej przerwy siadamy na łące nawiązując kontakt z miejscową naturą. Oczywiście kontakt zostaje nawiązany w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo siadam na mrowisku i mrówki gryzą mnie po tyłku. Mam dość przyrody, chcę do łóżka!

Dzień 2 – Wybieramy się z Dziubasem na kolejny geriatryczny szlak spacerowy. Pogoda jest dziwna, więc raz mi gorąco a raz zimno. Raz zakładam kurtkę a za chwilę znów ją ściągam. Dziubas się ze mnie śmieje, bo mam gigantyczną gęsią skórkę. Mówi, że zaraz na pewno wyrosną mi pióra.Odpowiadam, że nie! Ale na wszelki wypadek oglądam ręce do łokci do końca podróży. Po powrocie bierzemy prysznic i zapadamy w drzemkę. Wydaje mi się przez sen, że słyszę głos P., który miał dotrzeć z moją psiapsiółą tegoż wieczoru i spać w pokoju naprzeciwko nas. Okazuje się szybko, że faktycznie, przyjechali. Zza drzwi słychać jak Krecik zastanawia się czy jesteśmy w pokoju. P. Sugeruje, że nawet jeśli jesteśmy, to niech nam nie przeszkadza. Dziubas zrywa się nagle z obłędem w oczach. Oboje słyszymy jak Krecik decyduje się zaglądnąć nam do pokoju PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA ! Dziubas w ferworze walki i w stanie przedzawałowym, nagle naciąga nam kołdrę na głowy i zatyka mi usta i nos szepszcząc „Cicho!”. Zaczynam się dusić, bo odcina mi wszelki dopływ powietrza. Kryjówka spełnia swoją rolę a ja tego wieczoru dużo piję.

Dzień 3 – Słowacja jest cudowna! Stwierdzam patrząc na nazwy niektórych produktów. Zaledwie dnia poprzedniego znaleźliśmy plakat reklamujący piwo tak dobre, że „Wryje się w twój sroc” a dziś za to kupujemy wodę o nazwie „Boska chuć”. Szybka wycieczka na punkt widokowy udaje się, deszcz łapie nas zaraz po powrocie i jemy obiad w restauracji, w której niczego nie mają, a to co jest, ma słodki smak. Po powrocie do pokoju odkrywamy, że nie zamknęliśmy okienka w dachu, więc cała ściana jest zalana i pokryta brązowymi zaciekami. Uznajemy, że nic się nie stało i że nie trzeba było montować brudzących okien.

Dzień 4 – Robi się koszmarnie zimno, więc wyjeżdżamy wcześnie rano chcąc uniknąć korków. W korku stoimy 5 godzin, a po drodze mijamy łąki oprószone śniegiem. Będąc w domu od razu odkrywam, że chcę z powrotem.

Teraz jesteśmy w wirze załatwień przedślubnych, ślubnych i poślubnych a ja się zastanawiam jak mam usiąść w sukience, którą kupiłam.

Chcę jeszcze wakacji!

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Po majówce!

  1. ~Babska Maj 27, 2014 / 8:51 pm

    zaplułam monitor 😛 hehe
    ludzi z długim jednym pazurem też nie rozumiem – mam takiego sąsiada – niech już wszystkie zapusci bedzie wyglądał jak edward nozycoreki , a nie taki jeden jakby mu się nozyczki stępiły przed samym jednym jedynym ostatnim palcem :/ łeeee

    a co do kiecki slubnej moze jakiś post ze zdjeciami powstanie ? hę ? obczaiłaby se babska i przypomniała stare dobre chwile wesela ( no dobra nie stare raptem 3 minely 😛 ) ale jednak zobaczylabym

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s