Letnie porządki

Jako, iż pogoda chwilowo się zepsuła i nareszcie nie składałam się w 99% z potu, zabraliśmy się z Dziubasem za weekendowe porządki. Postanowiliśmy tak już w piątek wieczór, kiedy układaliśmy Jengę a ja upiłam się australijskim winem.

Na takie leniwe zasiedzenie w domu czekałam od ostatnich kilku tygodni, podczas których działo się jak zwykle zbyt wiele dziwnych rzeczy. Między innymi uszkodziłam się zamarzniętym pierogiem ruskim, który spadł mi na stopę.

Czasami wydaje mi się, że Wszechświat rezerwuje takie doznania wyłącznie dla mnie.

Kilka dni później do mieszkania zapukała jedna z Dziubasowych sąsiadek prosząc o przysługę w kwestiach techniczno-internetowych. Przedstawiając się i podając mi rękę, powiedziała zachwyconym tonem Dziubasowi „Fajną masz narzeczoną! …Na pierwszy rzut oka.”

No naprawdę, czuję się zaszczycona takim cudownym komplementem.

Błyskawicznie odparłam, że „Drugiego rzutu nie ma” i wróciłam do kuchni żeby odzyskać mój wewnętrzny zen.

Oprócz tego podjęłam decyzję o zakończeniu pracy w moim..no, dotychczasowy miejscu pracy. Czuję się w związku z tym tak wolna i pełna entuzjazmu, że mam ochotę skakać po łóżku i tańczyć na łące pełnej motylków! Oczywiście poza tymi momentami, kiedy dociera do mnie, że nie mam nic na oku a więc skończę jako bezdomna w kartonie pod mostem. Ewentualnie zatrudnię się jako klozet babcia z wyższym wykształceniem.

Ogrom tych stresów spowodował nawet pierwsze w historii spięcie z Dziubasem! A dotyczyło ono mojej niechęci wobec jedzenia rosołu na naszym poślubnym obiedzie. Trwało jakieś trzy minuty ale przez resztę poranka zdziwiony moim wybuchem Dziubas nazywał mnie swoją Niesubordynowaną Narzeczoną.

A w sobotę od rana trwały porządki. Jako, iż postanowiłam zacząć od wyszorowania łazienki, Dziubas dwa razy wyprawiał się do Leroy`a, bo odkręcił umywalkę, wiercił w ścianach i wylewał hektolitry czarnej brei na podłogę. A ja skrobałam na moim laptopie, który Dziubas wcześniej rozkręcił na czynniki pierwsze i wyczyścił. W trakcie tego zabiegu odkurzacz wyssał mi klawisz „A” i klawiatura teraz wydaje się nieco szczerbata. Tak więc miałam w perspektywie jeszcze rozprucie worka od odkurzacza w celu poszukiwania zaginionej literki. Trochę jak scenka z Ulicy Sezamkowej. Rzecz jasna na uprzednio wypucowanym i odkurzonym przedpokoju.

A resztę dnia spędziłam w kuchni gotując ziemniaki do obiadu, który w końcu wieczór udało  nam się skonsumować po tym, jak nasmażyłam ilość sznycli, która mogłaby wykarmić legion rzymski.

A potem wygilałam Dziubasa, który jak zwykle się tego nie spodziewał 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s