Chili out!

O, mamo. Pamiętam zeszły tydzień, kiedy mówiłam z dumą „Od przyszłego tygodnia już nie pracuję, więc będę mieć mnóstwo czasu!”.

W takich momentach zastanawiam się co przyćmiło mi mózg żebym mogła wygłosić takie stwierdzenie. Serio, to coś podkorowego? A może zwarcie w impulsach?

Czasu mam tyle ile do tej pory, zajęć w sumie tyle samo a więc schemat dnia nie zmienił się w ogóle. Dzień zaczynam od siedzenia na komputerze w poszukiwaniu pracy, pisząc różne resume i inne listy motywacyjne. W międzyczasie zauważam, że już TA godzina, a ja jestem rozczochrana, przymulona a jeszcze TYLE RZECZY do zrobienia! … Wielki szacun dla tych wszystkich matek z dziećmi na karku, nie wiem jak to robicie – Kawa? Valium? Kokaina?

A potem zaczyna się latanie, jak na przykład wczoraj:

Decyduję się na ubranie pierwszy raz tej jesieni trochę grubszego sweterka, bo pogoda nienajlepsza a wieczory w sumie już zimne. Dziubas wraca z pracy na jednym kole, je za kierownicą zupę z jednorazowego opakowania, a ja jadę obok z łyżką w ręce i śpiewam przykładowe pieśni i hymny na ślub, ku radości kierowców obok wesoło zaglądających do wnętrza Dziubasowozu. Na miejscu okazuje się, że organisty nidzie nie ma, ale to w sumie dobrze, bo nie zabraliśmy ze sobą ani koperty ani pieniędzy. Dzielimy się tak, że Dziubas biegnie do bankomatu a ja do Dziubasowozu zaparkowanego milion kilometrów od Kościoła. W międzyczasie w moim jesiennym sweterku pocę się jak dziwka w…no, w Kościele, ale przybiegam na czas. Dziubas też. Krążymy przed wejściem jakieś 5 minut, kiedy Dziubas nagle przypomina sobie, że spotkanie miał potwierdzić. WCZORAJ.

Tym sposobem wracamy do domu z dużym opakowaniem papieru toaletowego i gotujemy seczuańskie chili. To tak w myśl mojego postanowienia pod tytułem „Dziubasku, do ślubu nie jem niczego ostrego ani niezdrowego bo dostanę jeszcze jakiejś wysypki”.

Dziś Dziubas usypiał w drodze do pracy a ja umierałam struta tym cholernym chili.

A wieczór znów spotkanie z organistą a potem managerką restauracji.

Aż zrobiłam się głodna…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s