Suki rozporowe

W związku z moim przypływem chandry i złego samopoczucia, do akcji wkroczył Dziubas. Zdecydował, że kupi mi płaszcz na jesień. Ochoczo wędrował ze mną od sklepu do sklepu zarzucając na mnie rzeczy przeróżne.

Ze sklepów oczywiście wychodziliśmy z niczym, bo w tym sezonie projektanci się czymś ućpali. Wszystkie płaszcze posiadają kołnierze w rozmiarze XXXXXXXL. A jeżeli już nie zwisa im dwumetrowy kołnierz, to nadrabiają głębokimi kapturami. W tym samym rozmiarze.

Nie wiem, może ominęła mnie jakaś akcja społeczna z serii „Wyhoduj sobie dużą głowę domowymi organicznymi sposobami”?!

Po ogólnym zniechęceniu kołnierzami-ufo w końcu dotarliśmy do jakiejś Castoramy żeby kupić wkręty. Bo mamy taki drążek z Ikei z haczykami, na których można zawiesić sobie np. wiaderko. Ja wiem jak to brzmi, ale kiedyś stwierdziliśmy, że jest nam to nad zlewem niezbędne. To wiaderko na tym drążku.

Tajemnicze wkręty, które okazały się zwyczajnymi śrubkami Dziubas wybierał jakieś 15 minut, bo okazało się, że mają wszystkie, tylko nie takie jak my chcemy.

Ja w międzyczasie lawirowałam między tymi półkami i zastanawiałam się, czy ludzie po drugiej stronie regału wiedzą, że słychać każde ich słowo. Następie kolejno dusiłam się z gorąca w zarzuconym na szyję kominie, dostałam głupawki kiedy zobaczyłam, że te wszystkie metalowe akcesoria są wyprodukowane przez firmę „SUKI international” a potem wpadłam w panikę, bo jacyś faceci zasłonili mi Dziubasa i myślałam, że uciekł.

Dziubas za chwilę jednak wyłonił się z powrotem i stwierdził, że chyba znalazł.

„Całe szczęście, bo już się bałam, że zostawiłeś mnie tu samą z tymi sukami!” – Odkrzyknęłam radośnie nie zważając w danym momencie na pozostałych klientów sklepu.

Dziubas stwierdził, że teraz czas na kołki.

O, kołek! Wiem, co to kołek! Pomogę mu i nareszcie się wykażę znajomością tematu!

Kołek oczywiście okazał się zupełnie czymś innym, niż to sobie wyobrażałam.

Kiedy Dziubas zdobywał potrzebny nam rozmiar, ja zaczęłam czytać etykiety innych towarów zalegających na półkach. Oczywiście niewiele zrozumiałam, nie oszukujmy się. Kiedy dotarłam do „Opaski ślimakowej do węża” zrobiło mi się nazbyt egzotycznie i moja wybujała wyobraźnia zastrajkowała.

Na koniec przy kasie pani kasjerka przez dobre kilka minut wstukiwała tak skomplikowany kod tych śrubek i nakładek, że poczułam się jak w NASA.

Do domu wróciliśmy późno.

Drążka nie wwierciliśmy 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s