Grudniowe zniecierpliwienie

Pewnie nie powiem nic oryginalnego ale kiedy, na litość, zrobił się grudzień?!

Wydaje mi się, że ostatnie kilka tygodni spędziłam głównie w autobusach jadąc na kurs językowy albo z niego wracając. Moje intensywne dokształcanie przyprawiło mnie jedynie o ból głowy a mądrzejsza się od tego wszystkiego wcale nie zrobiłam.

Czuję się zmięta, rozkojarzona a przede wszystkim wiecznie niewyspana. Ostatnio na przykład śniło mi się, że uciekam z tonącego wraku Concordii więc obudziłam się wykończona. Oczywiście najwięcej winy leży po stronie Dziubasa, który przez całą noc chodzi po mieszkaniu, czyta Kindla albo po prostu wierci się i wierzga. On twierdzi, że to absoultnie nie tak i że mamy zupełnie inną percepcję rzeczywistości. I że to ja mam problemy ze spaniem.

No bo on nie! On nigdy! Co to, to nie!

Prawda jest zupełnie inna. Otóż kiedy ja już jakimś cudem zaczynam usypiać, Dziubas wyrywa mnie z odpływania prośbą o opowiedzenie jakiejś ciekawej historii o Bizancjum albo dopytuje dociekliwie o łacińskie końcówki w poszczególnych koniugacjach i deklinacjach. Tak więc kiedy ja wytężam umysł z całych sił, Dziubas odwraca się i mówi, że usypia i mnie nie słucha, ale jak chcę, to mogę mówić. Ma sie rozumieć, że po takim rozbudzeniu nie mogę zasnąć przynajmniej przez następną godzinę.

Dziś na przykład obudził mnie w środku nocy zadając mi pytanie „Czy może być Gucio?!”

Wywodzi się to z naszej niedawnej intensywnej pogadanki o tym, że imiona, które Dziubas wymyśla dla naszych ewentualnych dzieci są, delikatnie mówiąc, okropne i nieprzyjemne. A w zasadzie jedno imię, bo uparł się jak osiołek, że da naszemu synowi na imię Władysław. I nikt ani nic nie jest w stanie wybić mu tego z głowy! Boszsz, ja nawet nie chcę myśleć, że ktoś mógłby zrobić dziecku coś takiego no ale luz, póki co wynegocjowałam, żeby otworzył swój umysł na chociaż dwa inne imiona. Tak więc dziś nad ranem wpadł w jakiejś książce na Gustawa i postanowił czym prędzej mnie o tym fakcie powiadomić.

Niewiele pamiętam z naszej nocnej dyskusji. Jedynie tyle, że powiedział „Ale otworzyłem umysł!” na co ja odpowiedziałam „Tylko czemu jak zwykle nie w tą stronę?!”. Ostatnie co kojarzę to naburmuszony Dziubas odwracający się do mnie swoim obrażonym kuperkiem.

Poza tymi bezsennymi niuansami, staram się za wszelką cenę obudzić w sobie świąteczny nastrój, więc słucham piosenek o Rudolfie i Mikołaju, oglądam filmy z Gwiazdką w tle i piekę różne rzeczy z cynamonem, żeby w domu nam ładnie pachniało. Ostatnio tak się rozpędziłam na zakupach, że oprócz różnych skórek pomarańczowych i innych mandarynek, kupiłam też pomarańczowy Brise do łazienki i kostkę toaletową o zapachu igliwia.

Wczoraj, kiedy z zachwytem oglądałam wszystkie świąteczne dekoracje w sklepach i stwierdziłam, że mogłabym się w tym wszystkim wytarzać, Dziubas  z niepokojem stwierdził, że mam Christmas Issues.

Pfff!

Mam i mieć będę. Koniec, kropka!

Cały czas mam wspomnienie z dzieciństwa jak cieszę się pierwszym sniegiem, kwiatami wymalowanymi przez mróz na szybach i tym świeżym zapachem zimy. Pamiętam przeróżne choinki z kolorowymi lampkami, jedne sztuczne a inne prawdziwe, pachnące lasem. A najbardziej lubiłam tą przedświątecznę krzątaninę mojej babci i te cudowne zapachy dochodzące z kuchni.

No i masz! Całą jesień już czekam na ten grudzień, żeby wchłaniać tego typu rzeczy przez osmozę.

I chyba pójdę teraz zapakować prezent na Dziubasowe urodziny, które wypadają za tydzień. Który oczywiście kupiłam prawie miesiąc wcześniej.

Szkoda, że nie przepisują nic na niecierpliwość…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s