Matrix: Rewelacje

Kilka dni temu w domu pojawił się znienacka pies. Co dziwniejsze, za sprawą Dziubasa. Bo Dziubas uznaje w dwoim środowisku inne istoty żywe, nawet je toleruje, ale żeby się tym zająć to chyba nie wie od której strony zacząć.

 Otóż zagubiona psina zawitała do restauracji, w której pracuje siostra M. Decyzja o tymczasowym przechowaniu psa zapadła momentalnie i M. Od razu zadzwoniła do Dziubasa czy można u nas. Dziubas jak to Dziubas, wzięty z zaskoczenia i zasypany stertą argumentów „Bo tylko wy nie macie żadnego zwierzęcia w domu” zgodził się natychmiastowo. Chwilę potem zadzwonił do mnie z wieścią „Wiesz co, będziemy dziś w nocy mieli psa, zgodziłem się ale w sumie może powinienem był cię zapytać?”.

 Gdybym nie stała właśnie we własnej łazience, w ręczniku i zapienioną szczoteczką w ryłku, pomyślałabym, że ukryta kamera.

 Dopóki pies nie przyjechał, wydarzyła się u nas w domu burza mózgów. No bo okazuje się, że psa trzeba czymś nakarmić. I najlepiej zrobić to z jego miski. Której, jak i samej karmy, nie mamy. Poza tym dobrze jest psa wyprowadzić na smyczy. Której nie mamy. Pies też czasem lubi sobie pomamlać jakąś zabawkę. Której co? A tak! NIE MAMY!

 Pomijam te moje przerażające wizje, w których niczym Bridget Jones zostaję żywcem zjedzona przez owczarka alzackiego.

 Dziubas chodząc w kółko lamentował, że on to już nic nie wie, on nie umie być asertywny i że to ja jestem mądrzejsza i powinnam załatwiać takie rzeczy zamiast niego. Ja za to chwaliłam go za jego niekończącą się umiejętność zaskakiwania mnie – bo w sumie to bardzo dobrze, że w naszym małżeństwie nie ma rutyny. Jedyna jaką posiadamy na stanie to ta zawarta w opakowaniu Rutinoscorbinu.

 Po serii wykonanych przez nas kółek kuchnia-pokój-przedpokój, zadzwonił domofon.

 Dziubas szybko jeszcze przemyślał kwestię gdzie się takiego psa ZAMYKA. Może w łazience???

Matko jedyna, przysięgam, że nie wiem co mu się czasem roi pod tym ananaskiem ale strach pomyśleć…

 Nocy oczywiście nie przespaliśmy. Ale nie z powodu psa. Z powodu Dziubasa, który co chwilę mnie budził kolejnymi zagwostkami:

  Dziubaśniku śpisz? Bo ja nie mogę. Bo on takie odgłosy wydaje…

– Dziubaśniku, bo ja nie mogę spać. Bo ja czuję jakby była tu z nami jeszcze jedna osoba.

– Dziubaśniku, słyszysz?! Bo on jest jakoś cicho. Myślisz, że to źle? Myślisz, że coś kombinuje?!

– Dziubaśniku! Bo on się nam zesikał na dywan! Co ja mam z tym zrobić?!

 Na drugi dzień czułam się jak po alkoholowej libacji połączonej z serią ćwiczeń na poligonie.

 Psi właściciel znalazł się zresztą wieczorem, a ja wyparzyłam się pod prysznicem i nałożyłam sobie maseczkę. Taką redukującą zaczerwienienia, po której mój pysk wyglądał jak Winnetou na wojennej ścieżce. To najwyraźniej kosmetyk z TEJ serii. Z TEJ samej, do której należą wszystkie szampony dla włosów tłustych natłuszczające je jeszcze bardziej, delikatne podkłady, które zostawiają na twarzy trwały ślad nie do usunięcia albo antyperspiranty nie zostawiające śladów, po których ciuchy można najwyżej spalić rytualnie. Chociaż J. Ostatnio podobno nałożyła maseczkę ściągającą, która tak ją ściągnęła, że musiała zszorowywać ją z twarzy gąbką.

 Mam ochotę w takich momentach wrócić do natury, smarować się torfem i sokiem z pokrzywy i nago biegać po łące.

 Żeby było weselej i żeby z przytupem wejść w ten Nowy Rok, tak sobie zaczęłam ćwiczyć, że coś sobie przesunęłam w kręgosłupie i chodzę jak 90-letnia babcia.

 Jak nie urok, to przemarsz wojsk.

 Mam ochotę obejrzeć kolejny horror…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s