Robienie na drutach

Nadeszła w końcu ta wiekopomna chwila, kiedy założyłam sobie aparat ortodontyczny. Od razu mówię, że to nie kryzys wieku średniego. Po prostu poddałam się dobrowolnemu drutowaniu szczęki. Bo to zdrowo. Podobno.

 Dziubas kwestiom zdrowotnym jest jak najbardziej przychylny, ale nie omieszka od czasu do czasu zaśpiewać mi za uchem:

 – To on, to on, Szczękoblaszakowiec ŻON!

 Także czuję się jakbym miała w ustach kleszcze, wyglądam jak stacja trafo.

Największą atrakcją tego urządzenia są rewelacje podczas jedzenia. W życiu bym nie pomyślała, że coś, co przeżuwam tylnymi zębami, może wykonać kilkanaście rotacji i jedno salto w przód, żeby w końcu wypłynąć mi gdzieś na przedzie i okręcić się na tym drucie. W efekcie spędzam pół życia w łazience szorując tę misterną konstrukcję milionem rodzajów szczotek i szczoteczek specjalnie do tego przeznaczonych.

 Oczywiście myć to należy po każdym posiłku, więc moją ważącą już jakieś 20 kilo torebkę zasili jeszcze przenośny zestaw czyszczący.

 Chyba zacznę chodzić na codzień z walizką na kółkach, bo szkoda kręgosłupa.

 Poza tym zaczynam rozważać zakup Karchera. Pod ciśnieniem w końcu czyści się wszystko lepiej i nie trzeba będzie dokupywać specjalnych końcówek.

 Robi mi się jednakowoż od razu lepiej na myśl o pięknym efekcie końcowym takiego leczenia. Oczami wyobraźni już widzę swój hollywoodzki uśmiech.

 Za niecałe dwa lata………….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s