Wiórki kokosowe

Powoli mija 35 tydzień mojego wielorybiego stanu. TRZYDZIESTY PIĄTY.

To dość niesamowite jak czas szybko leci, bo wydaje mi się, że jeszcze wczoraj był lipiec a ja płakałam, że nie ma w sklepie mojej szczoteczki do zębów. A potem płakałam, bo na zewnątrz było 40 stopni a ja miałam ochotę zwymiotować całe uniwersum, jeść czipsy i wyrzucić z mojego domu wszystkie zapachy, a najlepiej amputować sobie nos.

Parę tygodni temu wydawało mi się, że wszystko mnie boli. Otóż natenczas onegdaj boli BARDZIEJ. Chodzę jak kaczka po 24-godzinnej sesji anal-sado-maso, toczę przed sobą kandzioł a palce u rąk chyba ktoś mi pewnej nocy przetrącił. I wiem, że to nie Dziubas, bo ostatnio śpi snem twardym i sprawiedliwym.

Dni mijają na badaniach, pobieraniu krwi (przysięgam, że upuścili mi jej tyle przez całą ciążę, że mogłabym zasilić jakiś magazyn…) i podpinaniu mnie do pasa szachida zwanym KTG. Nefretete (moja położna) bardzo spodobała się wizja wkroczenia w tym do autobusu. Tym bardziej, że urządzenie to oprócz pasów zapinanych na balonie posiada też guzik do trzymania w ręce przypominający detonator. No dobra, wiem, może to średnio zabawne, ale jak się leży podpiętym tam przez pół godziny i słychać tylko pikanie to różne myśli przelatują przez głowę. Od tych „Powinnam przemalować pokój na taki kolor” do „Matko, czemu moje pory w skórze nadgarstka są tak widoczne?!”.

No i chce mi się wić. WIĆ, nie WYĆ. Wiłabym to nasze dziubasowe gniazdo, zrywała wykładziny, pastowała podłogi i wytrzepała dywany sąsiadów. Mam ochotę wstać, zatańczyć, podskoczyć na jednej nodze i zadeklamować fragment polowania z Pana Tadeusza. Wtedy próbuję przekręcić się na drugi bok w łóżku i uświadamiam sobie, że sorry Winnetou, ale jednak nie tym razem.

Dziubas zaczął pojawiać się w domu częściej, do czego początkowo musiałam się przyzwyczaić. Bo nagle okazało się, że nie dogadujemy się w ogóle, wcale i w żadnej kwestii a ja będę ryczeć. Po jakimś czasie oswoiłam się z nową sytuacją, czyli Dziubasem w domu i nawet nie chcę go udusić! Co więcej, odkąd zaczęłam z powrotem jeść słodkie, niespecjalnie się czymkolwiek przejmuję. Ciekawy zbieg okoliczności, czyż nie?

A na koniec sytuacja z ostatniego wieczoru!

Dziubas chodzi w gatkach po domu, krząta się, myje gary i przy okazji coś mi opowiada. Odwraca się do mnie przodem i opiera plecami o blat kuchenny, na którym są jeszcze rozwalone pierdółki przeznaczone do pieczenia ciast. Słuchając Dziubasa w skupieniu zauważam ten cały bajzel leżący za nim, więc rzucam nagle:

 – Dziubas, schowaj wiórki kokosowe!

 Na co Dziubas nagle milknie, wytrzeszcza wielkie na mnie wielkie oczyska i…spogląda z zaniepokojeniem na swoje krocze.

 THE END!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s