Blue Friday?

Albo coś mi się pomieszało, albo piątek 13-tego już był. W zeszły piątek. Trzynastego.

Do mnie najwyraźniej dotarł z opóźnieniem godnym PKP albo Poczty Polskiej.

Przez ostatnie kilka dni miałam mega kumulację.

Najpierw urobiłam się po pachy żeby zrobić obiad, który potem praktycznie cały nadawał się do wyrzucenia. Potem Bobas obrzygał mi plecy, a na koniec wyciągając wózek z bagażnika uderzyłam się z całej siły półką w oko. Które oczywiście przez następne pół godziny bolało, szczypało i łzawiło jak wściekłe.

Dziubas stwierdził, że ma nadzieję, że nie jest podbite, bo nie wyjdzie ze mną na ulicę. Będzie mu wstyd, bo wszyscy pomyślą, że mąż mnie pobił.

Boszszsz…

Do tego płaczę jak oszalała na piosenkach country i mówię naokoło, że nie jem słodyczy tylko po to, żeby za kilka godzin zjeść 1/3 opakowania ptasiego mleczka.

Od zawsze podziwiałam swoją żelazną konsekwencję w dążeniu do celu…

Na dodatek Bobas jest od dwóch dni hiperaktywny a ja mam chyba kontuzję wszystkiego co możliwe w organizmie od latania za nim po domu. I pilnowania, żeby nie zjadał rzeczy z podłogi, co graniczy z niemożliwością.

Jestem zmęczona. I śpiąca. I zmulona nadmiarem słodkiego.

Chcę wakacji. I drzewo w doniczce. I przemalować pokój.

Obudźcie mnie w maju…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s