Brednie wieczorową porą

No dobra. Ja wiem. WIEM, że w lecie będę jęczeć, że nienawidzę gorąca, ale halo! Czy ktoś nie przesadza z tą zimą?

Rozpieściło mnie totalnie globalne ocieplenie i nie umiem już funkcjonować normalnie kiedy w lutym jest śnieg i mróz.

Nie chce mi się już ciepłych barchanów i tysiąca warstw ubrań, w których czuję się nieświeżo jakieś kilka sekund po prysznicu. No po prostu nie umiem w zimie czuć się dobrze ani dobrze wyglądać, kiedy ujemne temperatury zmuszają mnie do przywdziania wszystkiego co mam w domu. Oczywiście po chwili spędzonej na zewnątrz i tak robi mi się zimno, więc równie dobrze chyba mogłabym paradować w negliżu. Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że ostatnio większa część społeczeństwa wychodzi z takiego założenia, bo na największych mrozach obserwuję panie w cieniutkich cielistych rajstopach i młodzież z gołymi kostkami.

Daję słowo, chyba coś mnie ominęło.

Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć o co chodzi. Nie dociera do mojego zmarzniętego móżdżku jak można mieć na sobie ciepłą kurtkę, ogromny szal i wełnianą czapkę a na dole golusieńkie kostki. Czy to się jakoś ostatnio stało modne, seksi, na topie? Bo rozumiem, że ten modowy fenomen zaobserwowano pewnie jak zwykle na jakiejś wątpliwej celebrytce przechadzającej się pod czujnym okiem paparazzi do kawiarni w jakiejś słonecznej Kalifornii. Jeśli przyszło to do nas z Zachodu, to naprawdę gratuluję wszystkim naśladowcom. Bo kiedyś uważałam za dziwne kozaki na +30. Teraz już widzę, że nie zdziwi mnie nic.

Póki co wyleczyłam się ze śpiączki i odespałam chyba wszelkie zaległości. Jak zwykle moje sny mnie nie zawiodły i kiedy Dziubas budził mnie rano pytaniem czy wstajemy, ja nadal śniłam, że chcę odsprzedać bilet na koncert heavymetalowego zespołu o nazwie Obrzygane Kołnierze.

Moja nocna inwencja twórcza nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Obstawiam, że sąsiedzi nocami spalają potajemnie jakieś odpady radioaktywne i stąd ten senny haj.

Poza tym wieczorami staram się zaszyć w naszej sypialni i czaić w ciemnościach. Bo wieczorami Dziubas ZAWSZE usilnie stara się znaleźć mi zajęcie. Conajmniej jakby to był jakiś punkt honoru.

Ostatnio na przykład w ramach relaksu przenosiliśmy wszystko z jednego pokoju do drugiego i układaliśmy folię i piankę pod panele. WCALE nie byłam zmęczona. Wykorzystywałam każdy moment na to, żeby się na tej ziemi zwinąć w kulkę. Dziubas się cieszył, że trzymam mu tą folię, więc wszyscy byli zadowoleni.

Normalnie obawiam się, że pewnego razu wejdzie wesoło do domu i powie „No to co, Dziubaśniku? Do rrrrroboty! Trzeba skosić trawę, przekopać ogródek i wywieźć gnój  sąsiadom!”.

Poważnie rozważam zainwestowanie w jakąś kolekcję moro, żeby stać się niewidzialną i wtopić w otoczenie. Tak na wszelki wypadek.

A moje problemy psychiczne chyba się pogłębiają z każdym kolejnym miesiącem posiadania Boba. Każdego dnia marzę o tym, żeby był już wieczór, a potem, kiedy Bob już zaśnie, jest mi jakoś nieswojo. No nie wiem. Jakbym za nim nagle tęskniła. No to wchodzę do pokoju, sprawdzam czy śpi, czochram delikatnie po tym ananasie, co mu ostatnio sterczy ze środka głowy.

Oprócz tego od jakiegoś czasu walczę ze sobą, żeby nie pójść do fryzjera. Bo wiem, że nie wiem czego chcę. A raczej wiem, że za każdym razem mam ochotę na coś innego. A zatem cokolwiek ten fryzjer mi nie zrobi, na bank wrócę zrozpaczona, niezadowolona i z ogromnym poczuciem niesprawiedliwości, że czasu cofnąć się nie da. Kiedy mam jasne, chcę ciemne. Kiedy mam krótsze, chcę zapuszczać. Boszszsz…to się chyba nazywa bycie kobietą. Albo schizofrenia. Jeszcze nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć.

Ponadto, w ramach absurdów z życia zewnętrznego, Dzika zadzwoniła do mnie wczoraj popołudniu, żebym jej pomogła napisać wierszyk na 150-lecie firmy, bo została wytypowana. I to nie może być wierszyk śmieszny, musi być POWAŻNY.

Matko…No i co teraz?

Bo rozumiem, że krótka w forma w stylu „Na górze róże, na dole fiołki, wreszcie się zwalniam, wy tępe matołki!” w grę nie wchodzi zupełnie. 

No więc NIE WIEM. Będziemy musiały urżnąć się do nieprzytomności i stworzyć coś sztywnego jak drut, no bo jak inaczej? Tak na trzeźwo?

Ech.

Chce mi się fasolki po bretońsku…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s