Włochate myśli

Muszę koniecznie zapuścić włosy!

Pomyślałam tak od razu, kiedy wyszłam od fryzjera. A raczej mojej fryzjerki. W zasadzie nie tylko mojej – NASZEJ, bo liczba chodzących do niej dziewczyn z mojego grona zwiększa się chyba z dnia na dzień.

Oczywiście już od miesięcy czekałam na ten moment, kiedy nareszcie usiądę w fotelu i B. uruchomi swoje latające nożyce żeby pozbawić mnie jakichś 20cm włosia. Myślałam o tym codziennie, marzyłam wieczorami, przeglądałam mnóstwo zdjęć i w końcu zdecydowałam się na tą jedną jedyną fryzurę. Nie za długo, nie za krótko, w sam raz.

Nie chodzi bynajmniej o to, że jestem z tej hmm…”usługi” niezadowolona. (Boszszsz…właśnie przypomniało mi się, jak ostatnio na hiszpańskim powiedziałam mojej super lektorce, że jestem książką a następnie zapytałam „Komu tańczysz?”…Naprawdę, NAPRAWDĘ nie powinnam obcować z ludźmi…). Fryzura 100% jak ze zdjęcia, tylko ja w niej wyglądam jak pół dupy zza krzaka.

Chociaż tym razem nie musiałam niczego przyklepywać po wyjściu z salonu. Bo zazwyczaj B. mówi, że „podnosimy włosy!” i kiedy spoglądam w lustro mam wrażenie, że wyglądam jak hrabia Dracula albo inna narzeczona Frankensteina.

W zimie sytuacja jest prosta, bo mam ze sobą czapkę. Ma się rozumieć, że zakładam ją w konspiracji, kiedy już oddalę się trochę od salonu, żeby nie było, że B. się nade mną napracowała a ja niszczę dzieło sztuki.

Inne pory roku sprawiają, że przemykam po cichu ulicami przylizując się na każdym kroku, bo mam wrażenie, że wszyscy dookoła się gapią i szeptają do siebie pokazując na mnie palcami „Boże, widziałaś ją? Ale ma włosy, nienormalna jakaś!”

Tak, wiem. WIEM. Mam problem. No i co z tego?

Chociaż podobno przyznanie się do tego, że posiada się problem, to pierwszy krok do sukcesu.

Dziubas natomiast problemu nie widzi.

Może to i dobrze? Pewnie lepsze to, niż gdyby skomentował moją nową fryzurę np. „O matko, coś Ty ze sobą zrobiła?!” albo „Kim jesteś i czemu zeżarłaś moją żonę?!” (To w wersji, w której fryzura dodaje mi tez kilogramów na twarzy)

Dziubas za każdym razem na moje eksperymenty z włosami reaguje tak samo: Najpierw patrzy od niechcenia nieobecnym wzrokiem, a potem pyta „Jesteś zadowolona?” – wtedy ja odpowiadam (jeszcze pełna uniesień po nawdychaniu się tych różnych odżywek i lakierów), że tak, na co on rzuca hasło ostateczne, kończące rozmowę: „To najważniejsze”.

Dziubas problemów ze swoimi włosami nie ma. To niesprawiedliwe. On obcinanie włosów traktuje tak prozaicznie jak tankowanie samochodu. Co w oczywisty sposób dowodzi, po raz kolejny zresztą, że mężczyźni mają łatwiej.

Ostatnio, kiedy wieczorem starałam się wyciągnąć z niego komplementy i usłyszeć jakąś świetlaną wizję nas razem w przyszłości, zapytałam go:

– I jak to będzie Dziubas, zestarzejemy się razem?

– Zestarzejemy! – Zakrzyknął bez chwili wahania obolałym głosem. – Ja pierwszy osiwieję!

Ech…Idę pooglądać zdjęcia hippisów.

Reklamy

6 myśli w temacie “Włochate myśli

  1. ~Ahaja Czerwiec 25, 2017 / 12:25 am

    Jo tambien!
    Jakże dobrze cię rozumiem… Dlatego od lat nie chodzę do fryzjera, a moje kudły żyją własnym życiem – łączą w pary i snują plany na przyszłość. Wszystkie fryzurki do których wzdycham są dla prostych włosów, a ja nie wyobrażam sobie w domu pełnym kobiet, stania pod łazienką z prostownicą pod pachą, w oczekiwaniu na swoją kolej. Czasami tak mnie najdzie, żeby coś zmienić radykalnie, tak zaszaleć i… obciąć grzywkę na ten przykład, ale wtedy czujny głos rozsądku mówi „Grzywkę, debilko? Na lato?? Szału dostaniesz!!”

    Polubienie

    • Dziubasowa Czerwiec 25, 2017 / 8:04 pm

      Miałam kiedyś grzywkę…wydawała mi się fajna dopóki nie zobaczyłam siebie na zdjęciu 😉

      Polubienie

  2. Seeker Czerwiec 25, 2017 / 1:18 pm

    Ja nie wiem, o co kobietom chodzi z tymi włosami 😀 Swoje mam do pasa i jedyną akcją, w jaką je angażuję, to mycie i czesanie 😛

    Polubienie

    • Dziubasowa Czerwiec 25, 2017 / 8:04 pm

      Czyli jednak da się normalnie 🙂

      Polubienie

  3. cbycarol Czerwiec 25, 2017 / 9:57 pm

    Skąd ja to znam.. 🙂 sama jestem posiadaczką krótkich, kręconych włosów i całe życie to walka… raz dłuższe, raz krótsze, ciemniejsze, jaśniejsze i… 🙂 nauczyłam się akceptować je, a teoretycznie najgorszą wadę wykorzystałam jako zaletę. Polecam Ci książkę „How to Look Expensive: A Beauty Editor’s Secrets to Getting Gorgeous Without Breaking the Bank”, nie jestem pewna czy książka jest już w polskiej wersji, ale są tam konkretne porady, oraz domowe zamienniki 😉 może Cię zainteresuje. Buziaki!

    Polubienie

    • Dziubasowa Czerwiec 26, 2017 / 10:14 am

      Dzięki, na pewno jej poszukam! 🙂

      Pozdrawiam :))

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s