Gardłowa sprawa

Jakże cudowny początek tygodnia, zaczynający się nieodmiennie poniedziałkiem (nie chce być inaczej…) przywitałam bólem gardła nie z tej ziemi.

Przeziębiłam się w upale.

Po prostu rewelacja.

A w zasadzie to nie przeziębiłam, tylko odwodniłam i zmęczyłam. Dziś rano wstałam z objawami konkretnego kaca. Oczywiście nie przypominam sobie żebym piła cokolwiek alkoholowego. Chyba, że na imieninowym obiedzie u Mamy-Wu ktoś wlał mi jakiegoś burbona do zielonej herbaty.

Od biegania za przeróżnymi rzeczami bolą mnie wszystkie mięśnie. Boli mnie też chyba skóra głowy. Jeśli to możliwe.

Przegrzaliśmy się całkowicie, przemęczyliśmy i w związku z tym poszliśmy spać wczoraj o dwudziestej. To nic, że było jeszcze całkiem jasno.

Oczywiście wstaliśmy niewyspani.

Wyglądam dzisiaj jakbym piła przez ostatnie 3 dni, mam podkrążone oczy, rumieńce na twarzy i półprzymknięte oczy.

Po prostu cud, miód i orzeszki.

Do tego sterczą mi spięte włosy, bo wczoraj, w ramach traktowania ich w sposób humanitarny, spaliłam je lokówką. Po tym upiększającym (?) zabiegu stworzyłam sobie na łbie takiego pudla, że oczywiście musiałam to jakoś upiąć. Te części, które zwisnęły, przypominały bardziej progi niż fale.

Wymyśliłam sobie do tego kocie oko eyelinerem, który co rusz w tym upale się rozmazywał, więc co jakiś czas musiałam sprawdzać czy nie wyglądam jak panda albo ofiara przemocy domowej.

No bo co jak co, ale niestety makijaż w wersji minimum muszę mieć. Bez zakrytych rumieńców i z niepodkreślonym okiem wyglądam jakbym kilka ostatnich nocy nie spała, tylko przeryczała.

Co najlepsze, zaraz po powrocie do domu muszę wszystko zmyć bo wydaje mi się, że mam na twarzy kilo tynku i moje komórki umierają bez dostępu powietrza.

Whatever.

Tak czy inaczej, z utęsknieniem czekam na to, aż ten dzień się wreszcie skończy, ktoś wyciągnie mi te szpile z gardła i kupi mi coś słodkiego, bo w domu wszystko słodkie się skończyło.

No dobra, nie wszystko, ale w szufladzie jest czekolada, którą kupiłam Dziubasowi na dzień ojca, więc wiadomo, że jej nie otworzę.

Ech…

Reklamy

4 myśli w temacie “Gardłowa sprawa

  1. Ahaja Czerwiec 27, 2017 / 12:35 am

    Współczuję. Ja też często wstaję rano i czuję się jak na kacu. Co ciekawe – nigdy nie miałam kaca, gdy piłam(!)
    Co do słodyczy, to mogę zapomnieć. Prawie nigdy nie udało mi się zjeść żadnej czekolady ani cholernego ciastka, które sobie kupiłam. Nie mogę niczego zatrzymać na później, bo to „później” nigdy nie nadchodzi!!!!!!! Muszę zżerać wszystko, czy chcę, czy akurat nie, zaraz po powrocie ze sklepu, a najlepiej jeszcze w drodze!!!!! Bo co??? Bo Tomek mi zjada!!!!! Przepraszam, że krzyczę, ale szlag mnie trafia. Dzisiaj też się, kuwa, snuł po pokoju. „Czego ty szukasz?” pytam. „Nic, nic, niczego” On chyba ma jakiś problem ze słodyczami, przysięgam. No więc ja, bezczelnie na jego oczach wyjmuję karton pieluch, wkładam w niego rękę i wyjmuję miseczkę z kasztankami i toffi. AHA! Jego mina – bezcenna!

    Polubienie

  2. Dziubasowa Czerwiec 27, 2017 / 2:07 pm

    No proszę! A mówią, że to przed dziećmi się chowa 🙂
    Swoją drogą genialna kryjówka, uśmiałam się! 😀

    Polubienie

  3. Seeker Czerwiec 27, 2017 / 9:34 pm

    Ty chorujesz od upału, a tutaj takie ulewy, że trzeba było kajak z garażu wyciągnąć…
    Tak a propos włosów, to czy Ty zrobiłaś sobie trwałą?? 😛

    Polubienie

    • Dziubasowa Czerwiec 27, 2017 / 9:53 pm

      Dzięki Bogu nie! Trwałe to-to nie było, zeszło po myciu.

      Ulewa! Czekam z utęsknieniem, bo przed nami kilka dni konkretnych upałów. Roztapiam się i kleję na samą myśl…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s