Spoko oko

Tydzień zleciał a ja ledwo zdążyłam uciekać przed szerszeniami, wymyć dom (jako-tako, umówmy się, że sprzątanie gruntowne przewiduję jak Bob pójdzie do przedszkola…), pobyć przez jeden dzień słomianą wdową i oślepnąć na jedno oko.

Ale po kolei…

W jednym z drzew niedaleko naszego domu zamieszkał szwadron trupich główek SS w osobie szerszeni. Przyjęłam ten fakt z obrzydzeniem i gęsią skórką, chociaż koło nas niespecjalnie się pojawiały. Tak mi się przynajmniej wydawało do momentu, kiedy około 23.00 jeden wleciał nam do domu a Dziubas szybkim ruchem ninja grzmotnął go klapkiem i przygniótł do szyby. Stany lękowe i odruch wymiotny włączyły mi się tuż po tym, jak okazało się, że ów jegomość w ferworze walki WGRYZŁ się nam w firankę. Bosz…do dzisiaj jest mi jakby słabo i niedobrze jak sobie to przypomnę. Od niedawna te sukinstwory zamieszkały chyba w kolejnym drzewie, tym razem na prawo od nas, więc spacerujemy jedynie na lewo. Na dzień dzisiejszy czekam na pierwsze przymrozki, najlepiej takie gwałtowne -20, żeby im tam wszystko wymroziło. Po co to żyje, ja się pytam?!

O sprzątaniu rozpisywać się nie będę – nadal fantazjuję o godzinach szorowania szafek, brodzika i leinwie błogiego układania rzeczy w szafach. Póki co buty letnie mieszają się z jesiennymi, ręczniki w ramach suszenia się wiszą na balustradzie schodów, a jeśli nie uprzątniemy w końcu rzeczy w garderobie, zamieszka w niej opos albo stado bezdomnych szopów. Ach…szopy! To byłoby coś! Mógłby prać mi ręcznie te rzeczy, które się nie nadają do pralki…

Perspektywa piątku spędzała mi sen z powiek, bo Dziubas miał firmową imprezę, która miała trwać do soboty. Uprosiłam go, żeby jednak wrócił tego samego dnia (Bo przecież to TYLKO 1,5 godziny drogi od nas…) bo w głowie miałam wizję mordercy z hakiem pod drzwiami, dziewczynki z Ringu pod prysznicem i zabójczego klauna za kanapą. Dzień należał do wyjątkowo spokojnych, gdyż Bob w prezencie dla mamy postanowił przespać trzy godziny, więc byłam więcej niż zadowolona. On też. Dziubas wrócił lekko po 23.00 kiedy już…spałam. Luz. Dobrze, że się nie wkurzył, kiedy taka rozespana otworzyłam mu drzwi. Oczywiście potem nastąpiło rozświetlenie całego domu, bo trzeba rozwiesić ubrania (boszsz…kto w październiku jedzie na RAFTING?!), wykąpać się i tym podobne. Całe szczęście jakoś w tej światłości udało mi się usnąć. Spałam błogo jakoś do trzeciej, kiedy Dziubas stwierdził, że chyba jest przeziębiony (Powtarzam: Kto? Na rafting? W październiku?!) i musi coś zażyć. Do znalezienia tego czegoś należało zatem włączyć wszystkie światła i kopać w wiadrze z lekami (Tak, mamy ich całe pudło. Apteki mogą nam pozazdrościć asortymentu…), przy okazji robiąc porządku i wyrzucając szeleszczące opakowania i ulotki do szeleszczącego worka na śmieci. Apapu, który leżał na wierzchu nie znalazł, ja musiałam wstać i mu go podać. Rano wstał zdrowy. Ja wstałam niewyspana z samopoczuciem typu zombie na haju.

Weekend spędziliśmy na niedalekich podróżach w poszukiwaniu dobrego miejsca na spacer. W międzyczasie ja zahaczyłam dwa salony meblowe (nadal szukam niedrogiej małej komody i małego kawowego stolika) bo Dziubas przekonywał mnie, że Ikea jest be i inne meble są dużo lepsze i ładniejsze. To nic, że 99% naszego wyposażenia pochodzi właśnie z Ikei. Nie znalazłam nic, chociaż w jednym salonie zakochałam się w ogromnych stojących zegarach z wahadłami. Matko, nawet nie wiedziałam, że jeszcze ktoś to robi! Mogłabym siedzieć w miękkim fotelu, z ciepłą herbatką w ręku i obserwować jak to wahadło się buja w jedną i drugą stronę.

Spacer numer dwa był udany odrobinę mniej, gdyż na miejsce docelowe najpierw wybraliśmy parking pod jakimś Kościołem, pod którym nie było nic oprócz dwóch pojemników na używaną odzież i jednego szerszenia. Ostatecznie trafiliśmy do mieściny, w której akurat odbywał się pogrzeb i dzwony obudziły nam Boba, więc wróciliśmy do domu. Jadąc 45 minut (w jedną stronę) po to, żeby przespacerować się jakieś 15.

Dzisiaj za to postanowiłam wyrobić sobie nowe okulary, gdyż moje stare zerówki już się powkręcały, a chciałam mieć jakiś antyrefleks na nocne wojaże samochodem. Oj, bo jak robi się ciemno to ja mam kurzą ślepotę i oślepiają mnie światła innych samochodów świecące mi prosto w ryłko.

Po spędzeniu kilku dobrych minut na badaniu wzroku i mierzeniu 67845832 typów soczewek, pani stwierdziła, że mam iść do okulisty, bo w prawym oku nie widzę nic, a przed chwilą jeszcze widziałam.

Matko…To już ten wiek. Okulary na stałe! Jak to w ogóle będzie wyglądało?! A już wybrałam tam sobie takie ładne brązowe oprawki…Pocieszające jest to, że Pani początkowo obliczyła mi minus półtora ćwiartki w każdym oku, a ćwiartka przywodzi na myśl zawsze dobre towarzystwo i głośną muzykę…No i te całe cylindry! Nie wystarczy, żebym miała je w samochodzie? Na oczach też muszę?! To może załatwię sobie jeszcze taki cylinder na głowę i już w ogóle wstąpię wolontaryjnie do psychiatryka? Będę prowadzić wieczory poezji śpiewanej i sprawdzać godzinę na zegarku z łańcuszkiem? A jak będę duża to załatwię sobie szklane oko!… Na fundusz!

PS. Bob zaczął mówić „TATA”. I niech ktoś mi powie, że życie jest sprawiedliwe 😉

 

Reklamy

15 myśli w temacie “Spoko oko

  1. pankracja Październik 2, 2017 / 9:13 pm

    Cytując klasyka: „Po cholerę toto żyje, nie wiadomo gdzie ma szyję, a bez szyi komu się przyda? Pachnie toto jak dno beczki, jakieś nóżki, jakieś kropeczki, ohyda…”.
    Rozumiem Twoje ciepłe uczucia do szerszeni. Też je posiadam.

    Polubienie

    • Dziubasowa Październik 3, 2017 / 12:55 pm

      Czyli nasze ciepło w odniesieniu do szerszeni ma w tle miotacz ognia 😉

      Polubienie

  2. ~Ahaja Październik 3, 2017 / 1:35 am

    Boziuniu!
    No to po kolejce, to jest po kolei 😀
    Na szerszenie mi uważać! Zwłaszcza Boba chronić! Może zaklejcie im tę dziuplę, albo się dzwoni po kogoś? Może ghost busters? Sama nie wiem…

    W piątek miałam małą babską imprezkę u koleżanki, bo jej mąż był też na imprezie firmowej, i też coś związanego z wodą… Hmmm. Może byli na tej samej?

    Też szukam stolika kawowego, więc gdy znajdziesz to daj znać. Najlepiej na tyle niski, by Tamaluga mogła rysować, i na tyle wysoki żeby przestała na niego włazić. Najlepiej z półką na szpargały. I taki, na którym nie widać brudu… przez czas jakiś. Najlepiej owalny, bo jak jeszcze raz przypier… w kant to przysięgam…!

    Zegar z bimbadłem… Gdy Tamaluga zobaczyła taki w tv, nijak nie mogła pojąć, że budzik na półce to ta sama kategoria i uparcie kręciła głową, gdy mówiłam, że „to zegar i to zegar”.

    Ćwiartka, cylinder i szklane oko… przecież to żul artysta, choć, co by nie mówić – też kojarzony z dobrą zabawą 😀

    Polubienie

  3. Dziubasowa Październik 3, 2017 / 12:59 pm

    1 – szerszenie są na działce „nowego” – teraz strażacy się tym nie zajmują a wątpię żeby chciał zapłacić kilka stówek killerowi, skoro nawet fundamentów jeszcze nie wylał. Ale idzie zima, bądźmy dobrej myśli! 😉

    2 – Impreza była związana z wodą czy z wódą? 😀 Jak w programie był rafting i termy to możliwe, ale coś mi się wydaje, że chyba mieszkamy za daleko od siebie 🙂 Wywnioskowałam to po informacji, że masz nad morze trzy godziny…o ile dobrze pamiętam 😀

    3 – Stolik kawowy, okrągły, z bajerami – kochana, tylko Ikea 😀

    4 – Ten cylindryczny żul po Twoim opisie skojarzył mi się z Korowiowem z Mistrza i Małgorzaty 😉

    Polubienie

  4. Ahaja Październik 3, 2017 / 4:25 pm

    Nad morze mam godzinę drogi. Przy dobrych wiatrach:)
    Też tak myślałam, że mamy do siebie daleko:(
    IKEA rządzi.
    Życzę ci szybkich przymrozków, ale tylko tam gdzie te gnoje siedzą.

    Polubienie

      • Ahaja Październik 4, 2017 / 12:12 am

        Nosz, dalej ode mnie się nie dało???

        A, co do twojej dedukcji, mój drogi Szerloku, to ja ci powiem, że z mojej dedukcji wynika, że… uwaga uwaga: przynajmniej 3 z nas mają tak samo na imię, o! I co? I co? Oczywiście mogę się mylić…

        Polubienie

  5. Jo-An Październik 3, 2017 / 7:53 pm

    Szerzenie to niebezpieczne „sukinstwory” – koniecznie pozbyć się ich czym prędzej! Ich ukąszenia mogą być tragiczne – chronić Boba przed takimi! Ja się ich brzydzę i boję, choć ode mnie dużo mniejsze. Co do okularów – to aż tak się nie przejmuj…nie ty pierwsza i nie ostatnia. Ja powinnam od ładnych kilku lat nosić i ciągle się z tym pogodzić nie mogę. Taka jestem niepoprawna.

    Polubienie

    • Dziubasowa Październik 3, 2017 / 8:07 pm

      Spaliłabym pół wsi najchętniej żeby się ich pozbyć…
      A co do okularów, to chyba też się naocznie zbuntuję…

      Polubienie

  6. Seeker Październik 3, 2017 / 9:14 pm

    Niezła lawina informacji 😀 Ciekawe, jak wyglądasz w okularach, choć ja różnicy i tak bym nie zauważyła, bo i tak nie wiem jak wyglądasz!! (haaahaaaahaaa wyję 😛 ).

    Co do ręczników na balustradach- a drzwi i krzesła też się Wam przydają? 😛

    Polubienie

  7. ~izzy Październik 4, 2017 / 10:08 pm

    A my też mamy sporo rzeczy z Ikei :)) I co by na nich nie mówić, to jednak są niezawodne. Mój daleki znajomy zakupił sobie 2 komody i stół z jakieś firmy o pięknie brzmiącej nazwie, która to niby sprowadza meble z Włoch. Dał za to kupę kasy a stół … zaczął się kurczyć po jakimś czasie!! Chodziło o to, że blat był podwójny, bo mebel był rozkładany i to cholerstwo się skurczyło z wierzchu i wylazł ten dół. Masakra. Oddał do reklamacji (podobno to normalne bo drzewo jakiś tam Hebanus Niepospolitus nasiąka domową wilgocią takie tam pierdoły) Poprawili a za jakiś czas to samo!
    To ja już wolę swój stoliczek do kawy z Ikei, okrągły, żeby dziewczyny się nie pozabijały, z możliwością powkładania pod niego tysiąca dziecięcych książeczek.

    Jeju my też mieliśmy szerszenie!! Mąż używał na nie takiej rakietki pod prądem, takiej na muchy… Nieźle mu szło. Układał w rządku swoje zabite ofiary… Strasznie niebezpieczne, pamiętam je z Pszczółki Mai…

    Przepraszam, że pytam, ale nie dokopałam się jeszcze tej informacji. A ile ma wasz Bob?
    Moja starsza powiedziała mama w wieku 6.5 mies a potem zamilkła na wiele miesięcy 😉 Jak to powiadają, najpierw chce się, żeby dziecko szybko mówiło i chodziło a potem każe mu się usiąść i być cicho 😉

    pzdr.

    Polubienie

    • Dziubasowa Październik 5, 2017 / 9:09 am

      Hebanus Niepospolitus 😀
      Mnie inne sklepy meblowe odstraszają tym, że po pierwsze mają chore ceny za tę samą jakość, a po drugie każda komoda u nich, niezależnie od stylu i koloru, ma poziome długie uchwyty jak szafki kuchenne.
      A nasz Bob ma dokładnie 19 miesięcy 🙂
      Tenis z szerszeniem w tle – przyjemne z pożytecznym 😀

      Polubienie

  8. ~izzy Październik 5, 2017 / 11:17 am

    No dokładnie tak jest jeśli chodzi o meble.

    To nasza młodsza trochę starsza od Boba, ale w podobnym wieku :))

    tiaaa, oczywiście w momencie łapania szerszeni, dzieci zamiast uciekać to wołają „Pokaż!” Wariatkowo.

    Polubienie

    • Dziubasowa Październik 6, 2017 / 2:14 pm

      Ja od dziecka na większość owadów krzyczałam „Nie pokazuj mi tego!” 😀

      Polubienie

  9. ~Lady Makbet Październik 6, 2017 / 4:41 pm

    Pisałam już u Tamalugowej Mamy, że szerszeni boję się bardziej niż kolejnej deformy oświaty, brr… Na szczęście mój mąż dzielnie stawia im czoła. Kiedyś mieliśmy w mieszkaniu gniazdo pszczół, to była dopiero atrakcja… Wytrułam je sprayem na mrówki, jakby co – polecam.

    Trzy lata temu zmienialiśmy meble w największym pokoju. Kupiliśmy w salonie meblowym, jednym z porządniejszych w mieście, bo wydawało nam się, że będą solidne i na lata, takie jak kiedyś robiono. I dziś, po tych trzech latach mam już wyłamane szuflady, a półki pod TV i w kredensie są wygięte w łuk. Strach pomyśleć, co się z nimi stanie, jak Księżniczka zacznie je eksplorować… :/ A właściwie to wiem, co się stanie. Kupimy następne meble. W Ikei.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s