W punkt!

Po pierwsze, tak na wstępie, chciałabym wiedzieć skąd pomysł na reklamę, w której mamusia radzi (dorosłemu już zresztą) synkowi, żeby ugotował dziewczynie rosół na kostce rosołowej. No przepraszam bardzo, ale jeśli nasze pokolenie zamiast żółtej kostki nie potrafi wrzucić do gara kilku nóg z kurczaka żeby stworzyć prawdziwą zupę, to faktycznie, wszyscy zginiemy śmiercią niechybną.

Po drugie, nagle okazuje się, że rzodkiewka szkodzi zdrowiu. Oczywiście, ja wiem, że nowalijki, że niezdrowe, że to, że tamto. Ale czy przypadkiem nie żyjemy w świecie zdominowanym przez sztuczne i chemiczne żarcie? Nawet chcąc hodować jakieś warzywa na swojej grządce trzeba je pewnie pryskać jakimś środkiem, żeby ich nie zeżarły robale albo jakaś inna zaraza. Co więcej, okazuje się, że szczególnie ciężarne nie powinny tej rzodkiewki jeść. To cudownie, bo mój organizm w sezonie wiosenno-letnim w zasadzie składa się w 90% z rzodkiewki i nie wyobrażam sobie, żebym mogła ją pominąć. Wszystko jest niezdrowe. Warzywa i owoce są chyba i tak zdrowsze niż szpikowane antybiotykami kurczaki. Tak więc jedzmy zieleninę. A skoro, zgodnie z ostatnim trendy hasłem, czekolada jest rośliną, to jedząc czekoladę, spożywamy sałatkę. O!

Po trzecie, po raz pierwszy w życiu miałam okazję oglądać spektakl pod tytułem „mycie okien w deszczu”, którego głównym pomysłodawcą (i wykonawcą zarazem) był oczywiście Dziubas. Otóż stwierdził on, iż deszcz idealnie spłukał brud, który utworzył się na dachowych oknach, więc on teraz tylko przetrze, popsika i ściągnie ściągaczką. Efekt trzeba było podziwiać natychmiast, bo za chwilę zaburzył go…padający deszcz.

Po czwarte, ostatnio miałam okazję wiele razy usłyszeć stwierdzenie, że czyjeś dziecko mieści się, bądź też nie, w siatce centylowej. Oczywiście, byłam świadoma istnienia takiego tworu, jednakowoż nie wierząc w statystykę, nie dawałam się ponieść śledzeniu tego typu wynalazków. Bo statystycznie rzecz biorąc każdy człowiek ma trzy nogi (no, może faktycznie, w pewnych rejonach Afryki…). A jedyna siatka, w jaką zaglądałam, kiedy Bob był niemowlakiem to ta z gotową lasagne z Biedry.

Po piąte, Dziubas postanowił odświeżyć swoją garderobę, dorzucając do niej dwie koszule, spodnie i marynarkę. Ja nie wypuściłam go ze sklepu bez butów, które są tak cudowne, że mogłabym układać je sobie na półce w salonie, rozmawiać z nimi, a pewnego dnia mieć z nimi dziecko. Dziubas początkowo nie chciał o nich słyszeć, ale uległ kiedy połączyłam siły ze świetną ekspedientką. Tą samą zresztą, która ubierała go w smoking do ślubu. Chciałabym, żeby z nami zamieszkała. Wisienką na torcie jest fakt, iż do tych zakupów starannie się przygotowywał, oglądając tydzień wcześniej poradniki na jutubie. Dzięki temu mogłam się doktoryzować w tym, jak dobrać koszulę do figury, co to jest brustasza i poszetka i jak tę ostatnią układać. Koniec końców Dziubas nadal chodzi do pracy w dżinsach i t-shircie. Dzięki Bogu, koszule w razie potrzeby prasuje sobie sam.

Po szóste, kiedy jakiś czas temu Dziubas szedł na pogrzeb (zmarła nasza starsza sąsiadka z naprzeciwka), wdaliśmy się w konwersację, która ostatecznie i kompletnie stępiła mój umysł i spowodowała (mam nadzieję, że nie trwały) wytrzeszcz. W ostatniej chwili (wieczór przed) przypomniało mi się, że nie mamy żadnych kwiatów. Na wsi pod cmentarzem nie sprzedają, więc kicha. Dziubas wówczas odpowiedział ( tonem, który podkreślał jego nieomylność i nieskończoną pewność siebie), że przecież on nie będzie kupował kwiatków. Pójdzie na pogrzeb, złoży kondolencje, ale nie jest z rodziny, więc nie czuje się w obowiązku składać żadnej wiązanki. On tam idzie tylko po to, żeby UATRAKCYJNIĆ UROCZYSTOŚĆ.

No i luz.

Jakby ktoś chciał wynająć Dziubasa na pogrzeb w ramach atrakcji, piszcie na maila. Stawkę godzinową ustalimy na bieżąco, jakoś się dogadamy 😉

Ufff…siódmego punktu nie będzie. Bo nastawiam się psychicznie na jutrzejszą wizytę u fryzjera i chyba muszę zjeść coś słodkiego. Trzymajcie kciuki!

Reklamy

11 myśli w temacie “W punkt!

  1. aksinia-kawa-pudelka Maj 9, 2018 / 8:43 pm

    ad 1, Kochana, jak nie masz własnej kury, albo od sąsiadki, tylko ze sklepu – to rosół nie wyjdzie. Będzie szary i będzie śmierdział rybą, niezależnie od tego, co z nim zrobisz. Tak, kury są już aż tak naszpikowane chemią. Nie nada. ad 2. – well, idąc tym tropem zostają kostki z punktu 1. Co do 3 – mój ociec ma w tym mistrzostwo – jak raz do roku zdecyduje się myć połaciowe – zawsze, nawet z czystego nieba zaczyna padać deszcz. 4 Ludzie lubią cyferki, porównywanie i dzięki losom, że dziecię zaczęło chudnąć, bo się nie mieściła, Lady Fałdka moja ukochana 5 ….?!? 6 …???? 7 , którego nie ma -> powodzenia. Nie zabij. Ani siebie, ani jej 😉 Powodzenia i trzymam kciuki 🙂

    Polubienie

    • dziubasowa Maj 11, 2018 / 7:08 pm

      Trzeba będzie gotować rosołki na tych zrelaksowanych krowach, które są masowane gdzieś w malowniczej Japonii… ;))
      Fryzjerki nie zabiłam! Obie przeżyłyśmy! Jestem super zadowolona 🙂

      Polubienie

      • aksinia-kawa-pudelka Maj 11, 2018 / 8:00 pm

        Gratuluję… To może się do niej wybiorę, bo ostatnio mam takiego pecha do fryzjerek, że zaczęłam włosy zapuszczać!

        Polubienie

  2. Asia Maj 10, 2018 / 5:20 am

    Dziubasowa najpierw fortunę wydajesz na jego wizualne dotarcie a po wszystkim się dziwisz, że on pragnie uatrakcyjniać imprezę
    Swoją drogą to nieładnie że starał się konkurować z gospodarzem
    Po pierwsze nie powinien tego robić, bo on już sztywny i po tamtej stronie tęczy
    Po drugie
    Po drugie że tak czy oak to był jego gościem

    Polubienie

    • dziubasowa Maj 11, 2018 / 7:10 pm

      Hahaha! 😀
      No masz rację! Logiczne to przecież! Ubrany od stóp do głów i co ma nie być atrakcyjny?
      Gwóźdź imprezy faktycznie chyba powinien być na pierwszym miejscu…

      Polubienie

  3. olitoria Maj 11, 2018 / 3:01 pm

    Słuchaj, zareklamuję Dziubasa w lokalnej parafii. Może ksiądz wynajmie go na Boże Ciało. Już widzę Dziubasa, jak idzie środkiem i zamiast sypać kwiaty – sypie uśmiechami na prawo i lewo 😀 Hahaha! Padłam!
    Muszę ci powiedzieć, że bardzo zmartwiłaś mnie tymi rzodkiewkami. Codziennie jemy z Tamalugą, to jedyne warzywo po które ona tak chętnie sięga 😦 Nie wiedziałam, że są szkodliwe i byłam szczęśliwsza, będąc uboższa o tę wiedzę.
    Tamaluga była sprawdzana na siatce centylowej przez panią doktor, gdy miała może z pół roczku. Tamara, nie pani doktor. Od tej pory w ogóle zapomniałam o niej. O siatce, nie o pani doktor, a już na pewno nie o Tamaludze. ONA nie daje o sobie zapomnieć 😀

    Polubienie

    • dziubasowa Maj 11, 2018 / 7:11 pm

      Spoko, jak dla parafii to weźmie co łaska 😀
      Co do rzodkiewek, to ja sama osobiście na własne uszy tego nie słyszałam, więc się nie liczy. Jem nadal.
      A „centyl” jakoś dziwnie się wymawia, szczękościsk mi się od tego robi…

      Polubione przez 1 osoba

  4. inmyminds Maj 25, 2018 / 12:53 am

    ,,Czekolada jest rośliną” powiadasz? A gdzie mogę dostać takie drzewko? A może to krzaczek? Czy wystarczy doniczka? ;P ;)))

    Polubienie

  5. Lady Makbet Maj 31, 2018 / 2:59 pm

    Też mnie zastanawia ta reklama kostki rosołowej, chociaż akurat ja faktycznie używam kostek, bo nie cierpię zup na mięsie. Ale wiem, to ja jestem dziwna. Ostatnio zdumiała mnie reklama jakiegoś syropu dla dzieci, w której jedna mama radziła drugiej, żeby z chorym dzieckiem nie szła od razu do lekarza, tylko podała mu właśnie reklamowany specyfik. No pewnie. Po co diagnoza i leczenie, skoro mamy magiczny syropek z telewizora?

    Polubienie

    • dziubasowa Maj 31, 2018 / 5:58 pm

      Syndrom doktora Google 😀 Wiesz, może syropek na kodeinie i kobita chciała coś dorobić na dilerce 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s