Podsumowanie przedwyjazdowe

No nareszcie! Doczekaliśmy się naszych wakacji!

Oczywiście, jak to zwykle bywa kiedy się czeka, dookoła wszystko staje na głowie.

I bynajmniej nie twierdzę, że cokolwiek mi się ciągnęło, wlokło, a już na pewno nie nudziło. Nie, nie. Przecież normalnie być nie może, to już ustaliliśmy dawno temu.

W ciągu ostatnich kilku tygodni:

– Dziubasa pożarły jakieś dzikie osy – całe szczęście, że tym razem nie zaczął puchnąć jak dwa lata temu, kiedy trzeba było jechać na zastrzyk do przychodni. Jednak euforii nie mogło stać się zadość, gdyż jedna z nich użarła go w brew, dzięki czemu najpierw miał na niej bąbel wielkości przepiórczego jaja (bez kropek, jakby kto pytał) a dzień później największe limo pod okiem, jakie w życiu widziałam. Nocą najwyraźniej jajo zjechało w dół i postanowiło odrobinę zesinieć. Dziubas po weekendzie zawierającym Dzień Matki wrócił do pracy z podbitym okiem. Nie chciał się podzielić komentarzami kolegów.

– Dziubas chlasnął sobie palec podczas krojenia najostrzejszym nożem zamrożonej bułki – jako, że to ja poprosiłam go o bułkę z serem, wyrzutom sumienia nie było końca. Trafiło na opuszek, więc krwi było tyle, jakbyśmy zaszlachtowali w kuchni jakiegoś wieprzka na wesele. W pierwszym momencie wydawało mi się, że w ogóle sobie ten palec obciął, więc prawie zemdlałam (oczywiście nie powiedziałam mu tego, jako osoba o wykształceniu średnim medycznym). Potem chyba szok mnie ocucił i zatamowaliśmy Niagarę.

– Bobo nawinął mi się na maszynkę do golenia, więc jak zwykle obcięłam go za krótko. I jeszcze z efektem schodków w niektórych miejscach, bo zaczęłam obcinanie nożyczkami. Pomyślałam, że po ostatnim taplaniu w baseniku włosy śmierdzą mu jak sierść mokrego psa i już nie mogłam żyć dłużej z tą myślą. Dzięki tej fryzurze wiem, że na fryzjerkę nie nadawałabym się nigdy. Dziubas potwierdza. Ba, nawet zachęca do obejrzenia tutoriali w sieci jak strzyc. Pozwala mi ćwiczyć na Bobie. Sądzę, że to bardzo wspaniałomyślne z jego strony.

– Jestem ostatnio co rusz atakowana przez moją prawą nerkę, więc radości, nospie i uroseptom nie ma końca. Od razu czuję, że żyję. W poprzedniej ciąży było podobnie, tylko jakoś słabiej. Zmuszam się do picia wody mineralnej, której nienawidzę i filtruję dziennie kilka litrów płynów, ale jakoś na razie ulgi nie ma. Jeśli jeszcze jedna osoba obok mnie powie, że ciąża jest stanem błogosławionym, ma w ryj. W całym życiu nie miałam tylu rozmaitych dolegliwości co podczas ciąż właśnie. Pocieszam się, że kończę 20-ty tydzień, więc połowa już za mną.

– Dziś około południa wyciągnęłam sobie z przedramienia kleszcza wielkości główki od szpilki. Wyjątkowo małej szpilki. Zabawne jest to, ze złapałam go w środku miasta przechodząc pod trzema drzewami z kościoła do samochodu. Żyję na wsi, otoczona lasem, łąkami i trawami, ale użarł mnie pośród betonu. W zasadzie nie powinno mnie to dziwić, bo poprzedniego (pierwszego zresztą w mojej karierze) dostałam w prezencie u dentysty. W sterylnym gabinecie. Idąc tym tokiem myślenia, kolejny powinien mi się wczepić na porodówce albo pod prysznicem. Tak czy siak, natychmiast go wyciągnęłam i zawieźliśmy go z Dziubasem do analizy (jakby ktoś nie wiedział, to normalne, chociaż ja, kiedy się dowiedziałam o badaniu kleszcza, zbierałam szczenę z podłogi). Miałam zatem ogromną frajdę płacąc za całą imprezę 180 złotych. Te pieniądze zapewniły mojemu (martwemu już zresztą) kleszczowi sekcję zwłok z pełną diagnostyką, a także „ODWIROWANIE MATERIAŁU”, czyli przejażdżkę na rollercoasterze.

– W połowie tygodnia zepsuła się nam dmuchawa do oczyszczalni i okazało się, że nijak nie da się jej naprawić. Spędziłam jeden wieczór (aż do późnej nocy) doktoryzując się w jej parametrach technicznych. Kupiliśmy nową i, ku naszemu zdziwieniu, dotarła już w piątek, po dwóch dniach od zamówienia. Dziubas ją zamontował, po czym stwierdził nieszczelność w sterowniku, więc zaklejaliśmy go silikonem. Wszystko niby działa, ale mamy nadzieję, że nie wywali nam ścieków podczas wyjazdu. A nawet jeśli, to i tak nie wrócimy. Więc w sumie niech sąsiedzi mają nadzieję, ja będę mieć wolne.

– W środę zamówiłam pizzę. Z racji tego, że Dziubas miał dzień pizzy w pracy, mnie też się zachciało. Wybrałam sobie dużą (50 cm), żeby starczyło na dwa dni. W sensie, zaplanowałam już, że nazajutrz gotować nie zamierzam. Po godzinie, kiedy w brzuchu burczało mi już z siłą wiertarki udarowej, pan w końcu dotarł, za towar zapłaciłam i weszłam naiwnie do domu. Okazało się, że dostałam zwyczajną Margaritę. Buła i ser, koniec. Po oddzwonieniu do dostawcy dowiedziałam się, że bardzo mu przykro, zabierze ją z powrotem a pizzeria zrobi mi tą, którą chciałam, bo on tą moją komuś wydał. Czekałam na niego przez kolejne 45 minut, z pachnącą pizzą w przedpokoju, skręcając się z głodu i ocierając o halucynacje. Pan przywiózł moje zamówienie i stwierdził, że tamtą dostaję gratis. Luz. Nagle nasz dom został uzupełniony o 100 centymetrów podłego żarcia. Dziubas ma do pizzy wstręt do dziś.

– Miałam pakować się na wyjazd przez cały weekend, pomału, stopniowo i bez szaleństwa w oczach. Póki co torby stoją do połowy pełne (pozytywne myślenie, pozytywne myślenie, pozytywne…), w domu nie udało się tak do końca posprzątać, właśnie jest burza, a ja siedzę, piszę notkę i biję się z myślami, żeby nie jeść słodkiego. Bo ono tam jest i czeka na przytulenie do serca. Albo do szczęki. Też na es. Walczę też z nerką i udaję, że ją ignoruję. Jak na razie wygrywa, więc muszę jeszcze popracować nad siłą mojej autosugestii. Oczywiście jak tylko się spakuję…

PS. Czekamy na drugiego chłopczyka 🙂

Reklamy

14 myśli w temacie “Podsumowanie przedwyjazdowe

  1. Asia Czerwiec 10, 2018 / 8:10 pm

    Dziubasowa jesteś genialna, nie dość że fryzjerka , to jeszcze weterynarz, bo wierzę, że kleszcz przeżył spotkanie z Tobą ??
    Błogosławiony Twój ból nerki, albowiem dziecko wydasz na świat kobieto – trzym się zdrowo i rzucaj się na soczyste owoce.
    Te Twoje dzieciaki będą miały ubaw, jak dokopią się do Twojego bloga
    Pozdrawiam

    https://londynsrondyn.blogspot.com/

    Polubienie

    • dziubasowa Czerwiec 22, 2018 / 6:37 pm

      Kleszcz nie przeżył, czekam nadal na wyniki sekcji zwłok.
      Na razie nauczyłam się pić wodę mineralną i wszystkie soki świata wydają mi się za słodkie. W przeciwieństwie do czekolady ;))
      A blog dla potomnych musi być! 🙂

      Polubienie

  2. inmyminds Czerwiec 10, 2018 / 10:15 pm

    No to Ciężkie czasy za Wami… Tatuś pewnie dumny z kolejnego syna… Ale w takim razie nie pozostaje nic innego, jak już zaplanować kolejną ciążę, w końcu córa musi być. Musicie poczytać ,,jak to się robi, żeby mieć córkę” :D:D A co z tą nerką? Ogólnie miałaś z nią jakieś problemy i w ciąży dokucza bardziej? Bo ja pierwsze słyszę o bolących nerkach jako skutkach ubocznych ciąży.. Nie zazdroszczę. Ja liczę, że mnie wszystko ominie… hahah, naiwna ja.

    Polubienie

    • dziubasowa Czerwiec 22, 2018 / 6:39 pm

      Nie! Żadnej kolejnej ciąży! 😀 NIE, NO, NEIN! ;))
      W poprzedniej ciąży też coś odczuwałam – z tego co kojarzę, ten 5-ty miesiąc to taki moment, kiedy Bobo się podnosi w brzuchu do góry i uciska prawą nerę.
      Ominie cię może, ominie – pij dużo, rama rama, om om! 😉

      Polubienie

  3. olitoria Czerwiec 11, 2018 / 10:13 pm

    Statystycznie większość niepowodzeń przytrafia się Dziubasowi. To coś znaczy. Tylko jeszcze nie wiem co, jak wymyślę, to dam znać.
    Udanego wypoczynku, kochani!!! Dla całej waszej czwórki!
    Buziaczki!

    Polubienie

    • dziubasowa Czerwiec 22, 2018 / 6:40 pm

      No ba – ja w końcu jestem w ciąży, rachunek wyrównany ;D
      Wypoczynek się udał, senk ju wery mery :*

      Polubienie

  4. izzy Czerwiec 13, 2018 / 8:40 pm

    Ja protestuję, żeby w taki sposób, między linijkami dowiadywać się o takiej ważnej rzeczy!!
    Gratulacje kochana. Rozumiem, że mężczyźni Cię zdominowali? 😉 Rośnijcie zdrowo, oby jak najmniej dolegliwości! Całuski dla całej rodzinki!! ❤

    Polubienie

    • dziubasowa Czerwiec 22, 2018 / 6:41 pm

      Nigdy nie dam się zdominować!!! 😀
      Chyba, że zginę pośród brudnej bielizny, naczyń i sterty brudu…
      Dzięki za miłe życzenia 🙂 :*

      Polubienie

  5. Lady Makbet Czerwiec 27, 2018 / 11:38 am

    Uspokoiłaś moje sumienie. Już prawie uważałam się za wyrodną matkę, bo ciągle mam wrażenie, że włosy Księżniczki po namoczeniu pachną jak sierść mokrego psa. Ulżyło mi, że nie jestem z tym sama. Jedyny minus to taki, że córki raczej nie ogolę maszynką na zero :/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s