Kapciem po mapie

Ostatnie trzy tygodnie zlały się w jeden długi dzień biegania między jednym a drugim Paszczakiem, padania na pysk po 20-stej i wyglądania zza szyby na świat zewnętrzny.

Wreszcie przyszła TA sobota. Moja. Jedna, jedyna i wymarzona, czyli przepustka na wolność. Plany snułam ogromne i kolorowe, w moich wizjach widziałam siebie w pięciu miejscach naraz a czas nigdy się nie kończył. Ostatecznie postanowiłam odwiedzić jeden z oddziałów muzeum a po drodze skoczyć do obuwniczego po pantofle. Otóż moje dokonały żywota już dobrych kilka miesięcy temu i od tej pory człapię po domu w basenowych klapkach Dziubasa. Za dużych o jakieś 5 numerów. Dopóki nikt tego nie widzi, jest w porządku. Gorzej, jak zapomnę i witam listonoszkę w tych rakietach śniegowych.

Wsiadłam w Szprota, odetchnęłam przedwiosennym powietrzem i wcisnęłam gaz do dechy. Słonko świeciło, ptaki śpiewały, radio nie grało. Bo Dziubas znalazł sobie jakąś nową stację i nie pozwolił nic dotykać, żeby mu nie zepsuć.

Już w pierwszych dwóch obuwniczych okazało się, że pantofli nie ma, a z reszty butów (bo przy okazji rozglądałam się za jakimiś przejściowymi) zostały jedynie śniegowce albo balerinki. Reszta półek świeciła pustkami, bo najwyraźniej trafiłam na jakąś sezonową wymianę.

Postanowiłam nie tracić nadziei i podjechać w jeszcze jedno miejsce – do tych samych sklepów, ale w innej dzielnicy miasta. Bo tam na pewno mają to, czego szukam.

Z kolejnej galerii handlowej podminowana ruszyłam dalej, dalej i DALEJ przed siebie! Pędziłam przed siebie, zmieniałam pasy, włączałam kierunkowskazy i bawiłam się przy tym tak świetnie, że o boże.

Stanęło na tym, że objechałam wszystkie obrzeża miasta i nie kupiłam niczego. W drodze do domu przypomniałam sobie, że w sumie mam na strychu takie buty przejściowe z zeszłego roku.

Z planów muzealnych nic nie wyszło, bo brakło mi czasu i siły, więc lekki niedosyt pozostał.

Leżąc wieczorem w łóżku, Dziubas słucha ze zdziwieniem w oczach moich opowieści z trasy a puentę odnośnie braku nowych kapci kwituje głębokim westchnieniem. Na koniec rzuca:

– Dziobas…trzeba było iść do muzeum…

– Wiem… – zaczynam tonem pełnym wyrzutów sumienia, ale Dziubas kontynuuje swoją wypowiedź.

– …Przywiozłabyś sobie od nich pantofle.

Bosz. No NIC nie myślę, NIC A NIC.

Reklamy

19 myśli w temacie “Kapciem po mapie

  1. Seeker Marzec 6, 2019 / 10:40 am

    Faceci to jednak praktycznie myslace istoty 😀 Trzeba bylo go od razu pytac o rade 😀 Haha

    Polubienie

    • dziubasowa Marzec 6, 2019 / 11:28 am

      Męska logika zwyciężyła nad kobiecą intuicją po raz kolejny…w naszym domu ma się rozumieć 😉

      Polubione przez 1 osoba

  2. Herne Marzec 6, 2019 / 1:11 pm

    Tak, a te muzealne to przy okazji jak znalazł do polerowania podłóg by były!

    Polubienie

  3. olitoria Marzec 6, 2019 / 7:33 pm

    Trudno odmówić mu słuszności.
    Ale ta wolność i pęd i te kierunkowskazy…
    Mimo wszystko warto było!

    Polubienie

    • dziubasowa Marzec 6, 2019 / 7:46 pm

      Oczywiście! Ten wiatr we włosach…! W mojej wyobraźni, bo okna miałam zamknięte…ale jednak!

      Polubienie

      • olitoria Marzec 6, 2019 / 8:49 pm

        Otóż to, to właśnie miałam na myśli. 🙂

        Polubienie

  4. jaga1888 Marzec 7, 2019 / 8:18 am

    Jaki zapobiegliwy i pomysłowy mąż – śmigając w takich po chałupie mogłabyś przy okazji podłogi pucować. Dwa w jednym. I kapcie i glanc na podłogach

    Polubienie

      • jaga1888 Marzec 10, 2019 / 6:29 pm

        No wiesz,,,, ja kiedyś na urodziny dostałam od męża … odkurzacz. Wiesz stwierdził że Jaga (Baba) może mieć nowoczesną miotłę

        Polubienie

      • dziubasowa Marzec 11, 2019 / 7:53 pm

        Ci wspaniali mężczyźni i ich fantastyczne maszyny 😉

        Polubienie

  5. Lady Makbet Marzec 7, 2019 / 8:19 pm

    No tak, muzealne kapcie nadają się zdecydowanie lepiej od szpitalnych. Do czegokolwiek.
    Samotne wyprawy samochodem…? Ja do tej pory za każdym razem przynajmniej na chwilę wpadam w panikę, że zostawiłam gdzieś dziecko 😀

    Polubienie

  6. aksinia-kawa-pudelka Marzec 8, 2019 / 7:54 pm

    Taka strata… No nic, na przyszłość będziesz uważniejsza, nie będziesz się bawić w wyznaczanie celu, po prostu znikniesz we mgle albo szadzi jak sen jaki złoty… i nigdy nie przyznasz się gdzie byłaś, jak cię nie było 😉

    Polubienie

  7. izzy Marzec 11, 2019 / 10:37 am

    Ty, a może skorzystaj z toku Dziubasowego myślenia i po prostu miej jakieś uniwersalne, wygodne „chodziki”, na które ewentualne w domu założysz folię ochronną co? Niektóre bywają całkiem całkiem. Na przykład w żłobku były takie fajne niebieściutkie, nie raz zdarzyło mi się zapomnieć, że mam je na nogach i doszłam w nich aż do samochodu hahaha. 😀

    Jak ja idę sama po jakąś rzecz, to często przynoszę kupę rzeczy dla dzieci, a dla siebie nic… No bo zwykle nie ma nic fajnego i muszę to jeszcze … przemyśleć 😛

    Buziaki

    Polubienie

    • dziubasowa Marzec 11, 2019 / 7:54 pm

      No to z zakupami mam podobnie!
      A moja ciocia w chwili zamotania ubrała sobie jeden niebieski woreczek na głowę i zastanawiała się po co w paczce jest drugi. Tak, znała je wcześniej. Nie, nie umie tego wytłumaczyć do dziś 😉

      Polubienie

  8. sesi Marzec 11, 2019 / 10:25 pm

    Koniec jak zwykle zaskakuje, choć mój mąż ma podobne „wejścia”, więc nic mnie już dziwić nie powinno… A jednak wciąż takie wypowiedzi facetów potrafią dziwić. Grunt, że zabawnie 😊
    A co do wyprawy? Przynajmniej sobie pojeździłaś. Mnie to np. odpręża, choć może bardziej w wersji przed siebie, a nie od galerii do galerii 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s